2016/09/25

two

och małe odwleczenie rozdziału, ale i tak raczej nikt na to nie patrzy. 

- Kawy? - zapytała, kiedy weszła do jego gabinetu.
Leżał na kanapie, podrzucając granatową piłką antystresówką. Lekko podwinięta, szara koszula sprawiła, że na jej twarzy ukazały się rumieńce. Chociaż nie odkrywała zbyt dużo, to wyobraźnia już robiła swoje. Podobnie było z czarnym krawatem, który leżał rozwiązany na torsie czerwonowłosego. Wydawał się teraz być panem wszystkiego i z resztą właśnie takie zawsze sprawiał wrażenie. Równie dobrze mógłby być jej panem. Z wielką chęcią by się na to zgodziła.
- Która godzina? - zapytał, głęboko wzdychając.
- Za dziesięć dwudziesta - odpowiedziała, siadając na jego biurku. Błagała w myślach, aby na nią spojrzał. Nie po to codziennie robiła ten makijaż, nie po to mordowała się dla niego na siłowni. Od sześciu lat trwała jej męczarnia, a on nic. Kretyn. A ona kretynka, bo ta jego ignorancja na płaszczyźnie damsko-męskiej jeszcze bardziej ją pociągała.
- Czyli za chwilę kończysz pracę - mruknął pod nosem. Złapał piłkę, po czym wstał z impetem. Musiał w jakiś sposób uspokoić swoje myśli.  - Chcesz zjeść jakąś kolację? Albo może się czegoś napić w pubie? - zaproponował z błyskiem w oku. Jego mina jak zwykle została niewzruszona. Jedynie Matsuri zeskoczyła radośnie z biurka i puściła mu oczko.
- Szefowi odmawiać nie wypada, prawda? - zapytała najseksowniejszym głosem, na jaki tylko było ją stać. Dopiero wtedy na twarzy Sabaku zagościł łobuzerski uśmiech. Poprawił swoja koszulę i zmierzył Matsuri wzrokiem.
- Za piętnaście minut na parkingu przy moim aucie. Wiesz które? - pytanie dodał po chwili. Dawno nie odwoził swojej asystentki do domu, więc mogła już zapomnieć. Kobiety ponoć nie mają pamięci do aut.
- To najdroższe?
Szatynka starała się kokietować jak najlepiej umiała.
- Jeszcze mnie nie stać - zaśmiał się. Nigdy z resztą by mu nie zależało na najdroższym aucie.
- Miejsce sto dziewięć? - upewniła się.
- Tak. A teraz wybacz, muszę jeszcze zadzwonić - uśmiechnął się, spoglądając na nią jednoznacznie. Delikatnie ukłoniła się i wyszła z pokoju.

W sobotę zazwyczaj było mnóstwo klientów, chociaż na pewno mniej niż w piątki. Sora próbowała pojąć, jak uprzednio Kira dawała sobie radę sama. Krótkowłosa dziewczyna jedynie się uśmiechała i powtarzała kiwając głową:
- Nie mam pojęcia. Dobrze, że jesteś.
Jej koleżanka z pracy okazała się być bardzo miłą i sympatyczną kobietą, która była rok po studiach i nigdzie nie mogła znaleźć pracy w swoim zawodzie. Cóż, mówią że architektów jest aż nad to, dlatego szatynka wylądowała w barze Nishio. Pracowała tu już ponad pół roku i ponoć nadal nie miała dość.
- Kiedy nie zwracasz uwagi na jakieś śmieszne, obleśne uwagi od najebanych klientów - mówiła, odpalając papierosa podczas przerwy na zapleczu. W tym czasie barem na krótką chwile zajmował się sam Kiba - to jest całkiem w porządku. Czasem idzie zgarnąć jakieś napiwki i jest jeszcze lepiej.
- A poznałaś tu kogoś?
- Pytasz o facetów zapewne… Tak, było ich dużo, naprawdę. Nie na każdego propozycje się zgadzałam, ale nawet jeżeli już gdzieś z którymś poszłam, to gówno z tego było.
- Rozumiem.
- A ty? Samotna matka? - zapytała prosto z mostu. Naoto uśmiechnęła się. Od razu było widać, że Kira była raczej bezpośrednią i szczerą osobą. Kimś komu można zaufać.
- Tak, ale nie przeszkadza mi to.
Kiedy wróciły do pracy, klientów przybyło. Co chwila ktoś odchodził od baru, to przychodzili nowi. Zazwyczaj zamawiali piwo lub setkę wódki, więc nie było aż tak tragicznie. Wymyślnymi drinkami zajmowała się Kira, która po kursie barmańskim popisywała się swoimi umiejętnościami.
- Sora, chodź na chwilkę - usłyszała głos Kiby, który patrzył na nią, wychylając się ze swojego biura.
Ruda przeprosiła swoją koleżankę i pognała do swojego szefa-przyjaciela. Zamknął za nią drzwi.
- Mam dla ciebie jeszcze jedną pracę.


Kiedy zjedli po wielkim amerykańskim hamburgerze z frytkami, uznali, że miejsce na stołkach barowych będzie znacznie fajniejsze niż to przy stoliku. Rozpromieniona Matsuri w pełni zgadzała się z każdym planem Sabaku.
- Dwa jasne piwa - poprosił rudowłosą kobietę, która stała za barem. Cały czas bacznie przyglądał się szatynce, która po pewnym czasie zaczęła unikać dłuższego kontaktu wzrokowego.
- Więc powiedz co z Temari… - zaczęła dość niepewnie. Możliwe, że stąpała po bardzo kruchym gruncie. Chociaż znała mężczyznę tyle lat, nadal się go w pewnym sensie obawiała. Wiedziała, że nie zrobi jej krzywdy, ale słowa. One, jak i spojrzenia tych turkusowych tęczówek, niekiedy wystarczyły, aby jej samopoczucie osiągnęło stan depresyjny. Jednak nie potrafiła nie zapytać. Martwiła się o samą siostrę Gaary, którą bardzo lubiła.
Przyjazna, pewna siebie kobieta, trochę feministka, ale nadal miała w sobie tą piękną delikatność. Tworzyła z Shikamaru doskonały związek, który miał szansę przetrwać wiele lat, a teraz gdy od pięciu już wiosen był z nimi Shikadai, nie było opcji na jakiekolwiek rozstanie. Maluch jeszcze bardziej zasklepił miedzy nimi więź. Ach, jak ona by chciała, żeby taka więź łączyła ją z tym facetem, który siedział obok.
- Wiesz… Stan jest już stabilny, ale nadal zły. Połamane żebra to chyba pikuś. Ma bardzo dużo obrażeń wewnętrznych, prawdopodobnie wstrząs mózgu. Rozmawiałem z Yagurą…
- I?
Nie był do konća pewny, czy cokolwiek może mówić Matsuri. Ta i tak czasami zadawała zbyt dużo pytań, była dociekliwa i ciekawska, a to mu się nie podobało. Nie mógł przecież dopuścić do tego, aby kobieta domyślała się czegokolwiek. Lubił ją, była dla niego naprawdę ważna, bo kiedy rodzina zawodziła, szatynka zawsze przy nim była. Broniła jego stanowiska i dawała mu naprawdę dobre rady, ale… Nie mogła wiedzieć wszystkiego.
- Dwa razy piwo dla państwa. - Młoda kobieta podała dwa pełne kufle. Dopiero teraz zwróciła uwagę na towarzyszkę czerwonowłosego. - Dzień dobry, a raczej wieczór. - Uśmiechnęła się ciepło.
- Och pani Sora, miło mi. Jak mieszkanie? - zapytała, ignorując wczesniejsze pytanie, które skierowane było do Gaary. Nie wypadalo się nie zainteresować nowa klientką.
- Póki co jest bardzo przyjemnie, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. Nie minął nawet tydzień - odpowiedziała z firmowym uśmiech na ustach, a w miedzy czasie zaczęła nalewać kolejne piwo dla starca siedzącego obok.
- Który apartamentowiec? - odezwał się w końcu mężczyzna, kiedy zrozumiał, że to jedna z klientek tego nieszczęsnego dnia. Cóż zazwyczaj to on jeździ na rozmowy z przyszłymi nabywcami i to on spisuje z nimi umowy. Tym razem jednak nie było dane mu poznać nowych ludzi, których jako firma nabyli w czwartek.
- To był numer dziewięć, prawda pani Soro? - zmrużyła brwi. Tego dnia miała jeszcze piętnaście różnych apartamentów.
- Tak, tak. Dziewiąty apartamentowiec, drugie pietro.
- Czyli najmniejsze z możliwych mieszkań, które oferujemy - stwierdził beznamiętnie i upił parę głębszych łyków alkoholu. Mógł zająć czymś innym myśli. Nawet jeżeli to była beznadziejna rozmowa o mieszkaniach jego firmy. Znaczy firmy ojca.
- Ach, zapomniałabym. To pan Gaara Sabaku, dyrektor firmy w okręgu Yamashina  - powiedziała dumnie, mocniej akcentując nazwisko Gaary niż jego imię. Mężczyzna ledwie spojrzał na rudowłosą. Stwierdził, że była ładna i nic poza tym.
- Miło mi - ukłoniła się delikatnie, ale nie przedstawiła się. Pomyślała, że to i tak bez sensu. Jej imię było co chwila wypowiadane przez Matsuri, a nazwisko i tak go pewnie nie interesowało.
- Mnie również. Mieszkamy w tym samym apartamentowcu - przyznał, nie wiedząc dlaczego. Być może chciał jak najdłużej utrzymywać jakąkolwiek inną rozmowę, aby tylko nie przejść na temat Temari i jego pogawędki z policjantem o imieniu Yagura. - Która klatka?
- Pierwsza - odpowiedziała grzecznie. Niechcący spotkała się spojrzeniami z Kirą, która nie wyglądała na zadowoloną z pogawędki Sory.
- Więc możemy się zobaczyć jeszcze nie raz w windzie, kiedy będziemy wynosić śmieci - stwierdził znudzonym głosem. Odstawił pusty kufel na ladę, patrząc tymczasem na Matsuri, która zdążyła upić dopiero parę łyków ze swojego. - Będziesz zła, jeżeli cię nie odwiozę? - zapytał. W jego oczach można wyczytać było nikłą troskę, rzadkie zjawisko w tym turkusowym odcieniu.
- Nie, nie, spokojnie. Dam sobie radę - pomrukiwała z  przyjaznym uśmieszkiem. Widać było jak połowa radości opuściła kobietę. Wzięła na raz parę porządnych łyków jasnego trunku. Tak bardzo chciała, żeby ją odwiózł. Wszystko zbyt pięknie układało się tego wieczora, coś musiało się zjebać.
- Zresztą możesz spać u mnie. W takim razie, droga Soru, poproszę gin… Albo nie, daj mi setkę czystej i drugi kufel piwa - zażądał.
Matsuri westchnęła. Gaara rzadko kiedy przesadzał z alkoholem. Właściwie to widziała go tylko raz pijanego w tym stopniu, że nie mógł sam się poruszać. To było dawno, naprawdę dawno. Jego częstszymi używkami były papierosy, chociaż i od nich ostatnim czasem stronił. Dbał o zdrowie? Nie, to raczej nie tak. Zdrowie było mu obojętne, tak jak i jego życie, ale kondycja fizyczna to już co innego. Trening, chociaż jeden na dzień, musiał być. To była jego używka, chociaż nie raz słyszała jak narzekał, kiedy musiał iść biegać. Dlatego tym razem z nagłym zmartwieniem zaczęła wpatrywać się na właściciela czerwonej czupryny, który miał w planach dziś nieco przeholować z alkoholem. Mogła jedynie snuć hipotezy, że to sprawka tego, co stało się z jego siostrą, do której był najbardziej przywiązany.
Ruda grzecznie podała kieliszek i kufel, uprzednio wykonując inne zamówienie i zamieniając parę zdań ze swoja koleżanką. Po ich minach widać było, że kobiety w jakiejś kwestii nie mogły dojść do porozumienia. Jednak pani Naoto, kiedy tylko do nich wróciła, znów stanęła uśmiechnięta. Uśmiech numer trzy, przeznaczony dla klientów.
- U-bot? - zapytała z zaciekawieniem.
Sabaku spojrzał na nią zdziwiony.
- Ach, nie. Nie lubię, kiedy mi coś szklanego pływa w piwie. Wypiję najpierw setkę… a może pani… Sora, tak? Może byś się napiła z nami.
Czemu to zrobił? Dlaczego zaproponował kieliszka zwykłej barmance. Żadnej super modelce, żadnej pani bizneswoman. Tylko barmanka o imieniu Sora, która wykonywała swoją pracę ze sztucznym uśmiechem na ustach i najchętniej wykopałaby wszystkich z baru, aby tylko móc iść już do mieszkanka. Gdyby to chociaż był Kiba, z którym nie raz rozmawiał przy barze. Już lepiej z widzenia znał lekko naburmuszoną szatynkę, robiącą przepyszne drinki.
Nie zachowywał się jak on. Nie panował nad swoimi emocjami, chociaż nie chciał się do tego przyznać. Zawsze mu się wydawało, że wyłączanie uczuć przychodziło mu tak lekko. Jak naciśnięcie off na pilocie od telewizora. Teraz jednak był zamotany, milion myśli. Im bardziej starał się zapomnieć o cierpieniu swojej siostry, tym więcej o tym myślał. Był wkurwiony, chociaż chciał zachować spokój. Taki paradoks, który często jest pokazany w filmach czy książkach. Nostalgia bohaterów. Słabeusz. Pragnął przywalić sobie cegłą w łeb.
- Dziękuję za propozycje, ale jestem w pracy - przeprosiła grzecznie i wykonała polecenie od innego klienta. Na szczęście facet zażądał tylko wściekłych psów.
- Ponoć nie je się w restauracji, gdzie kucharz jest chudy i nie pije w barach, gdzie barman nie jest pijany - stwierdził z łobuzerskim uśmiechem. Skoro już zaczął tę zabawę, wypadało ją dokończyć. Jego wizerunek był całkowitym przeciwieństwem tego, co działo się we wnętrzu. Uderzył swoim kuflem w piwo szatynki i upił łyk. Wódka czekała, aż Sora podejmie decyzję.
- A czarny kot przynosi pecha - odpowiedziała i westchnęła. - Naprawdę przepraszam, ale nie mogę.
- Nie to nie.

***

Dzień wolny postanowiła wykorzystać na zakupach. Wraz z Hideo wybrała się do największego centrum handlowego w regionie Yamashina. Niekorzystanie z komunikacji miejskiej tym razem źle się na nich skończyło. Do wielkiej galerii weszli cali mokrzy, ale mimo to obydwoje mieli zarumienione twarze od uśmiechu, który ni jak nie chciał ich opuścić.
- Gdybyś mnie posłuchała, mamo… - zaczął udawać wielce obruszonego i niezadowolonego z decyzji swojej matki.
- Chcesz tę zabawkę, czy nie? - zapytała, czochrając mu włosy. W międzyczasie pokazała palcem na sklep, do którego mieli wejść. Chłopak zaczął wierzgać głową, pragnąc, aby mama przestała.
- No w sumie…
- Więc musimy oszczędzać nawet i na komunikacji.
Znów zaczęli się śmiać. W tak dobrym nastroju weszli do sieciówki, gdzie mogli kupić trochę artykułów spożywczych. Naoto wzięła brązowy koszyk, a ponieważ był on na kółkach przekazała go Hideo. Dla chłopca wielką frajdą było prowadzenie owego przedmiotu. Zaczął się popisywać i biegać po sklepie, a koszyk jedynie podskakiwał na nierówno położonych płytkach. Kobieta zmarszczyła brwi. Wszyscy ludzie zwrócili swe twarze ku rozwydrzonemu, małemu dzikusowi.
- Hideo - warknęła dość głośno. Chłopak podbiegł do niej niczym Flash z komiksów DC. - Mógłbyś chociaż stwarzać pozory cywilizowanego?
- Dobrze… Aaaa, mamo! - zawołał zaraz. - Mogę iść tam, pooglądać zabawki, proszę.
- Niech będzie - zgodziła się niechętnie.
Minęły cztery lata. Ścięła włosy, ale to za mało. Mogła założyć okulary i mieć na sobie znienawidzony przez siebie kolor ubrań, jakim był fiolet. Jednak Hideo również się zmienił, wyrósł, zmieniły mu się rysy twarzy. Nie może żyć w strachu, nie może się przecież go bać. Już na pewno nie będzie przez to więzić swojego syna.
- Na jakim regale będziesz?
- Pieczywo, mięso, warzywa, nabiał. Może trochę mniej ważne niż twój dział, ale uwierz mi, że i te rzeczy się przydają.
- Mamo, nie bądź niemiła - obruszył się, a chwilę po tym już go nie było. Pobiegł, na szczęście zostawiając koszyk.
Ruda ciężko westchnęła i poprawiła włosy. Wchodząc na dział z pieczywem, przypomniała sobie, że nie jest już w Rosji, a w swoim rodowitym kraju, gdzie niekoniecznie mają niektóre artykuły, nawet w tak dużych hipermarketach. Wybrała po dwie słodkie “bułki” dla siebie i Hideo. Wyszła z działu, lekko zawiedziona, że nie znalazła tego pulchnego okrągłego chlebka, którego zwykła jadać w Petersburgu.
- Przestałaś jadać zupki w proszku?
Nie. Nie chciała spoglądać w bok, skąd dochodził zachrypnięty, pociągający głos. Ta chwila była dla niej wiecznością, w której próbowała odszukać jakiekolwiek rozwiązanie. Ucieczkę. Bo może to był tylko sen. Kurwa. Jakim cudem on ją dopadł? Okej, mieszkali w tym samym mieście. Kioto zaludnione było przez niespełna półtora miliona ludzi. Zazwyczaj jeżeli kogoś widziałeś w kawiarence po południu, już nigdy później go nie spotkałeś. Tymczasem ona zdążyła wrócić z (nazwijmy to w końcu po imieniu) dezercji, pomieszkała w swoim starym mieście niecały tydzień i… Spotkanie z eks w hipermarkecie. Jakby los z góry urządzał sobie z jej życia całkiem dobry kabaret, który całą swoją komediowość brał z tego, że tak naprawdę był dramatem.
Nie odwróciła się. Nie odpowiedziała, tylko szła dalej, modląc się, aby Hideo znalazł naprawdę interesujące zabawki. Czuła jak za nią idzie. Zapewne mierzył ją wzrokiem i zastanawiał się, dlaczego ścięła te piękne, rude włosy, za które tak bardzo lubił ją ciągać w czasie igraszek. Pewnie powiedziałby, prosto z mostu, że wygląda okropnie, że była głupia. Mogłaby przysiąc, że gdyby się teraz odwróciła, na jego twarzy zastałaby łobuzerski uśmieszek, a w jego oczach płonęłaby ciekawość.
- Łosoś czy ośmiornica? - usłyszała ponownie, kiedy stała właśnie oto przed tym wyborem. Odeszła od regału. Wzięła węgorza. Poszła dalej, a on za nią, dobrze się przy tym bawiąc. To jak powrót do podstawówki, kiedy chciało się zdenerwować dziewczynę, którą się lubiło. Końskie zaloty, tak to się nazywało. Stosowali je również dorośli mężczyźni. Tylko jemu wcale nie zależało na Naoto, a na jego synu.
- Cukinia? Widzę, że naprawdę zaczęłaś się zdrowo odżywiać.
- Dobra, odpierdol się - powiedziała zwykłym, normalnym głosem. Żadnej złości, cynizmu, ignorancji. Równie dobrze mogłaby tym samym głosem poprosić o kilo czereśni.
- No w końcu - niemal klasnął w dłonie. Już myślał, że się nie odezwie ani słowem. - Wiesz, że nie lubię jak przeklinasz.
- Wiesz, że od ponad pięciu lat mam w dupie to, co lubisz, a co nie.
Odpowiadała, ale nadal ani razu nawet na niego nie zerknęła. Starała się w spokoju kontynuować zakupy, jakby rozmawiała z duchem. Urojeniem wyobraźni. Po prostu nie chciała dopuścić do siebie myśli, że Utakata naprawdę tu stoi, że zaraz może przyjść Hideo.
- Charakterek to ci się nie zmienił, co? Jak miewa się mój syn?
Jakby dostała nożem w plecy. Wzięła głęboki wdech i przebierając ogórki, starała się uspokoić. Niemal łzy napłynęły jej do oczu, kiedy pomyślała o tym, co może zrobić szatyn.
- Na szczęście tylko włosy ma po tobie - wyznała po dłuższej chwili.
- Z naszej dwójki to ty jesteś ta ładniejsza, ale jeżeli i cechy psychiczne po tobie odziedziczył… To będzie mu dość ciężko - zaśmiał się. Chciał dotknąć włosów Sory, ale kiedy ta usłyszała delikatny szmer szorstkich rąk obok jej ucha, odskoczyła jak poparzona. Poczuła ten piękny mocny zapach - pieprzowy, aromatyczny. To ona mu kupiła te perfumy i najwidoczniej nadal ich używał.
- Uspokój się. Nie przyszedłem w złych zamiarach, raczej tych dobrych. Gdybyśmy mogli…
- Niech nawet do myśli ci nie przychodzi jakiekolwiek my - warknęła. Nie wytrzymała. Złapała pierwsze lepsze warzywo i pognała dalej. Lepiej będzie, jeżeli Hideo zmartwiony będzie jej szukał po sklepie, niż gdyby miał tu przyjść.
- Wy kobiety, ciężko z wami, ale rozumiem. Dla dobra Hideo i… Nas, mogłabyś dać mi szansę. Na początek niewielką, półgodzinne spotkanie w parku. Przecież kiedyś…
Gdyby go nie znała, to chyba by mu uwierzyła. Ten przekonujący ton głosu. Oraz sam fakt, że był policjantem miał świadczyć o tym, ze mówi prawdę. Inni powiedzieli by: “Kobieto, facet się stara, próbuje… Daj mu chociaż szansę.” A gdyby ona opowiedziała im o tym, co się działo pięć lat temu w ich mieszkaniu… Wyśmialiby ją.
- Zamknij mordę! - głośniejszy ton głosu, sprawił że paru ludzi obok soków, które były przecenione, spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
- Sora, uspokój się. Mówię, że chciałbym tylko…
- Mamo, tu jesteś!
Zdała sobie sprawę, z resztą nie po raz pierwszy, że jest stworzona do tragicznych życiowych sytuacji. Dlaczego ona w ogóle wracała?

***

Obudził się parę minut po północy. Donośne pukanie do drzwi, mogło obudzić sąsiadów nawet i z dolnych pięter. Kiedy wstał na równe nogi, uciążliwy dla uszu stukot ustał. Mimo to, postanowił zajrzeć przez “Judasza”, czy aby ta natręta i chyba lekko stuknięta osoba  nie stoi nadal za drzwiami. Założył na nagie ciało cienki grafitowy szlafrok, który pachniał dość damsko, bo kwiatami. Musi zmienić pralnię, albo chociaż szepnąć parę słówek starszej pani, która zawsze go obsługuje.
Przeszedł przez dość duży salon, po którym walały się przeróżne przedmioty. Miał posprzątać, chyba tydzień temu, ale sprawy tak bardzo się pokomplikowały. Wolny czas spędzał tylko na szukaniu sprawców pobicia Temari. Dzwonił do Yagury, niemal codziennie, ale ten często nie odbierał. Denerwował się na chłopaka, który zapewne miał w dupie pobicie i raczej nie palił się do tej sprawy. Dla niego była ona zwyczajnie nudna, ale nie dla Gaary.
Spojrzał przez wizjer. Na korytarzu było ciemno. Otworzył zamek i drzwi, rozejrzał się wkoło. Pusto. Dopiero gdy zamykał mahoniowe drzwi, na betonowej podłodze ujrzał srebrną kopertę. Westchnął. Kolejne zlecenie. Zamknął drzwi i otworzył liścik. Kogo i za ile?

Utakata Kiriga, policjant. Lat 27. Ty wyznaczasz cenę.

Tak, zdziwił się. Przeczesał swoje czerwone włosy, które i tak były w totalnym nieładzie. Nigdy jeszcze nie dostał zlecenia na jakiegokolwiek mundurowego. Byli biznesmeni, to najczęściej, czasem zdarzały się kompletnie zwykli ludzie, będący pracownikami jakiejś małej firmy. Mundurowi, tak jak i politycy byli ciężką sprawą. Takimi zadaniami zajmowali się raczej już specjaliści z przynajmniej dwudziestoletnim stażem. A on?
On bawił się w to od trzech lat. Miał na koncie jedenaście ofiar w tym trzy grubsze ryby, gdzie musiał nieźle kombinować, aby policja go nie złapała. Jedna sprawa z dziennikarzem, troszkę mu nie wyszła. To był jego piąty cel. Chwila nieuwagi, gdzieś zostawił poszlakę i policja zawitała do jego mieszkania. Właśnie wtedy pomógł mu Shikamaru, zapewniając alibi. Po tej akcji opił się i przystopował ze zleceniami na pół roku, ale zaraz po tym okresie wrócił, kiedy tylko dostał dobrą ofertę. Czy miał wyrzuty sumienia kiedykolwiek? Nie, żadnych. Dla niego to były tylko cele. Właściwie nie dopuszczał do siebie, że to są ludzie, którzy mają marzenia, rodziny, cele. Że ktoś po nich będzie płakał, albo nawet sam porwie się na życie. Nigdy nie pozwolił, aby takie myśli ogarnęły go w czasie wykonywania zlecenia. Lecz przyznać musiał, że dni takie bywały. Gdy nie wychodził cały dzień z domu, leżał na tej kanapie i wpatrzony w sufit, rozmyślał. Próbował się usprawiedliwiać, ale nigdy mu to nie wychodziło, bo nie było dobrego wytłumaczenia. Był zły, ale nie z natury. Sam wybrał taką ścieżkę, to był świadomy wybór.
Utakata Kiriga. Nie miał nigdy do czynienia z tym człowiekiem. Słyszał, że był naczelnikiem w tej dzielnicy Kioto. Ponoć wysoki z niego facet. Ach, ważne było jedynie to, że Utakata był partnerem zawodowym Yagury, jego kumplem.
Yagura… To najbardziej niebezpieczny i popierdolony człowiek jakiego znał. Dlatego musiał właśnie w tej chwili wybrać się do niego, aby obgadać parę rzeczy.

***


dziękuję, ty dwóm osóbkom, które napisały co myślą ♥
Szablon wykonany przez Eveline Dee z Panda Graphics