2016/08/15

one


- Co z nią? - zapytał, kiedy tylko był na wystarczającej odległości od Shikamaru. Brunet siedział załamany pod jedną z sal szpitalnych. Twarz miał schowaną w dłoniach. Sabaku na jednej z nich zobaczył obdarte kostki. Jego kucyk był w nieładzie, a włosy wychodziły z każdej strony. Czerwonowłosy stanął nad swoim szwagrem i cierpliwie czekał na odpowiedź. Kiedy przez dłuższy czas ona nie nastąpiła, usiadł obok Nary i rozejrzał się po korytarzu.
- Teraz śpi - odpowiedział w końcu. - Lekarze mówią, że jest ciężko, ale stabilnie - westchnął i w końcu odważył się spojrzeć na Gaarę. Nie miał już łez w oczach, ale Sabaku wiedział, że chłopak płakał. Nie był zdziwiony, chociaż jego samego nie było stać na takie uczucia. Wpatrywał się w przekrwione gałki starszego od siebie mężczyzny. Położył mu rękę na ramieniu i z grobową miną rzekł:
- Naprawdę cię przepraszam, Shikamaru. Mogłem temu zapobiec, ale nic nie zrobiłem. Teraz jedyna osoba z mojej rodziny, która coś dla mnie znaczy, leży pobita i walczy o życie.
- Tak, faktycznie. Teraz możesz jedynie wykorzystać to kim jesteś, aby złapać tego gnoja lub gnoi, i zrobić to, co słuszne - warknął, zaciskając poranioną dłoń w pięść. Czy on właściwie lubił brata swojej ukochanej? Jako jedyny z rodziny wiedział więcej, niż czerwonowłosy by chciał. Nie szanował, ale tolerował. Poza tym uważał Sabaku za mimo wszystko porządnego człowieka, który znał umiar we wszystkim, co robił.
- Nie musisz mi o tym mówić. Co z Shikaku? - zainteresował się swoim siostrzeńcem, którego poniekąd bardzo lubił. Nie był z tych, którzy stronią od dzieci, co każdego dziwiło. Lubił spędzać czas z Shikaku, oczywiście wszystko miało swoje granice. I dwie godziny na dzień w zupełności mu wystarczały.
- Jest u moich rodziców. Nic nie wie.
- Niech tak zostanie i póki co niech u nich trochę pobędzie. - Shikamaru przytaknął. - Policja już tu była?
- Tak.
- Zapamiętałeś nazwisko? - zapytał, mrużąc oczy.
- Nazwiska nie, ale był irytującym karłem. Siwym karłem, choć młodym… Nie wiem, Gaara...
- To mi wystarczy. - Delikatny uśmiech wypłynął na twarz czerwonowłosego.


***


Kiedy Matsuri wyszła, Sora rzuciła się na kanapę w salonie, który połączony z kuchnią pełnił również funkcję jadalni. Zaczęła się śmiać na głos, na co szybko przybiegł Hideo. Stanął on pomiędzy czarną kanapą, a niewielką srebrną plazmą. Spojrzał groźnie na swoją mamę, ale zaraz w jego złotych oczach znów zagościła radość. Wskoczył on na Sorę i zaczął ją łaskotać. Chwilę ta zabawa trwała, aż kobieta złapała małego łobuza i unieruchomiła.
- Czyżbyś chciał mnie zabić, panie Naoto? - zapytała groźnie.
- Wtedy cały majątek będzie mój - zaśmiał się, a Sora otworzyła szerzej oczy ze zdumienia. Jego słowa nieraz potrafiły ją zaskoczyć. Mały wiedział więcej o świecie niż czasem ona by tego chciała.
- Ciekawe kto się tobą zajmie - mruknęła ironicznie, nadal trzymając Hideo unieruchomionego.
- Jestem już duży. Poradzę sobie.
Hideo był pewnym siebie, mądrym chłopakiem, ale nierozgarniętym i leniwym. Ciemnobrązowe włosy odziedziczył po ojcu, z czego Sora nie była zadowolona. Tak samo jak i nerwowość oraz brak opanowania. Kiedy sześciolatek się zdenerwował, potrafił niszczyć wszystko na swej drodze i nie było takiej siły, która mogłaby go uspokoić. Co więcej Naoto często bywał agresywny nawet w stosunku do niej. Mimo to, kiedy spoglądała w te złote tęczówki, które odziedziczył po niej, nie potrafiła go nie kochać. Często też, to sam Hideo podsuwał jej naprawdę dobre pomysły. Niestety to zazwyczaj na nich się kończyło, ponieważ łączyła ich niezwykle silna cecha. Oboje byli tak samo leniwi, a skoro już jesteśmy przy łączących cechach, to warto było wspomnieć, że upartość i niezależność równie dobrze ich opisywały.
- Ciekawe, ciekawe. To może pójdziesz za mnie na zakupy i za swoje pieniążki, kupisz jedzenie? - zapytała, unosząc jedną brew do góry.
- Nie powiedziałem, że jestem dorosły, a duży. To różnica, Sorciu - zaśmiał się, a zaraz zawtórowała mu i jego mama. Puściła chłopaka i wstała z kanapy. Podeszła do wielkiego lustra, które mieściło się w przedpokoju. Spojrzała na swoją zmęczoną twarz. Na czole widniały dwie małe czerwone krostki, do tego miała podkrążone oczy i nie wyregulowane brwi, co prezentowało się koszmarnie. Popatrzyła na swoje długie rude włosy, które sięgały jej talii. Miała ich serdecznie dość. Po chwili znalazł się przy niej Hideo.
- A gdybyś tak ścięła włosy? - zaproponował.
- Myślisz?
- Coś byś zrobiła ze sobą. Ponoć gwiazdy codziennie coś w sobie zmieniają. - Wzruszył ramionami.
- Ale ja nią nie jestem - popatrzyła z niechęcią na swoje włosy. Po krótkim namyśle dodała: - Masz rację, zetnę je i to nawet dziś. - Jednak chłopaka już przy niej nie było.
- Mamo! - usłyszała po dłuższej chwili.
Spojrzała na swojego syna, który stał przy otwartej lodówce z grymasem niezadowolenia. Zaczął coś pomrukiwać pod nosem i zamknął drzwi od chłodziarki z hukiem.
- Ostrożniej! - warknęła i podeszła do chłopaka. - Pół godziny temu się tutaj wprowadziliśmy. Mamy ze sobą jedynie po małej walizeczce. Musimy kupić jedzenie i parę ciuchów.
- To chodźmy! Teraz! - rozkazał i pobiegł zakładać swoje szare, małe addidasy.


***


Na koniec pochmurnego dnia wyszło słońce i raziło swoimi promieniami. Po niemal trzech godzinach zakupów, Sora wraz z Hideo wracali powoli do domu. Kiedy byli już blisko swego osiedla, a nawet już na nim byli, kobieta przypomniała sobie o jednej ważnej sprawie. Budżet. Żeby mieć jedzenie, musi mieć pieniądze, żeby mieć pieniądze, musi mieć… Pracę. Pomyślała o tym, gdy mijała wraz z synkiem jeden z pubów, którego nazwa była bardzo dobrze jej znana.
Rodzina Naoto weszła do budynku i od razu zwróciła na siebie uwagę młodych ludzi. Nie, nie, to nie za Sorą się tak wszyscy oglądali, a już na pewno nie młode kobiety, które przy piwie zaczynały weekend. Hideo jako sześcioletni dzieciak, był dość niespotykanym zjawiskiem w takim miejscu, kiedy młodzież i całe młode pokolenie przychodziło tu, by wypić za lepszy czas, obejrzeć mecz lub pograć w bilard. Szatyn złapał rękę mamy i zmrużył wrogo brwi. Sora, nie przejmując się chichotami i komentarzami rzucanymi w jej stronę, podeszła do baru.
Niska szatynka z bardzo krótkimi włosami próbowała obsłużyć wszystkich klientów, jednak ledwo co dawała radę. Było po prostu zbyt dużo ludzi dla niej jednej. Choć bardzo współczuła miło wyglądającej dziewczynie, musiała jej jeszcze ona zawrócić głowę.
- Przepraszam. Kiba Inzuka jest dzisiaj? - zapytała dość głośno, aby kobieta ją usłyszała. Od razu zwróciła na nią uwagę i nalewając dwa kufle piwa, uśmiechnęła się, chociaż zmarszczyła brwi.
- A kto pyta?
- Sora Naoto, przyjaciółka - odpowiedziała krótko, mocniej ściskając rękę Hideo, kiedy obok usiadł czerwonowłosy mężczyzna.
- Ach, tak. Już wiem o co chodzi, jest na zapleczu. Niech pani idzie…
- Spokojnie, wiem gdzie - uśmiechnęła się przyjacielsko. Odeszła od baru, ciągnąc chłopca za sobą, który wymieniał spojrzenia z mężczyzną obok. Czerwonowłosy patrzył na niego niby ze znudzeniem. Hideo miał wrażenie, jakby turkusowe tęczówki szukały w tych złotych odpowiedzi na dręczące go pytania.
Lewa ręka zaczynała kobiecie powoli odpadać od zakupów.
- Mogę mieć prośbę? - zapytała syna, idąc obok stolików mniej lub bardziej pijanych, młodych kawalerów.
- Tak?
- Weźmiesz te dwie siatki, ode mnie? - zapytała, patrząc na synka błagalnie. - Nie są jakoś strasznie ciężkie, a pomożesz mi.
Chłopak westchnął ciężko, ale wziął zakupy. Po dłuższej chwili znaleźli się na zapleczu, gdzie na jednym ze śmietników siedział szatyn ze zmierzwionymi włosami. Dym powoli ulatywał z jego ust, a kiedy uleciał całkiem, mężczyzna zaciągnął się po raz kolejny. Wpatrywał się w niebo, które delikatnie różowe, zwiastowało koniec dnia. W tej małej, ślepej uliczce panował półmrok, który mroził krew w żyłach małemu chłopcu. Oglądał dużo filmów gangsterskich, ponieważ takie zawsze puszczała mu jego niby ciotka. Zawsze na takich zapleczach działy się straszne rzeczy.
- Ten, który miał rzucić palenie dla swojej kobiety, dokładnie pięć lat temu - zaśmiała się ruda i puściła rękę swojego synka, aby przytulić Inuzukę.
- Sora! Hideo! - uściskał mocno dziewczynę, uprzednio topiąc papierosa w kałuży obok kosza na śmieci. Zaraz potem zeskoczył z kubła i przykucnął, aby przyjrzeć się młodemu Naoto. - No mały wojowniku, pamiętasz mnie? - zapytał, wystawiając swoje kły na wierzch. Nie bez powodu w liceum miał ksywkę Wilku.
- Pamiętać pamiętam, - zaczął trochę nieśmiało. Spojrzał na mamę, a kiedy ta kiwnęła głową, uspokoił się i szybko dodał, pewniejszym siebie głosem: - ale nie wiem jak ma pan na imię. Wiem, że miał pan fajnego, dużego, białego psa.
- Tak, tak, mam go nadal - zaśmiał się. - Jestem Kiba Inuzuka i mów mi po imieniu, bo czuję się strasznie staro. - Poczochrał chłopaka po włosach, na co ten się skrzywił. Nie za bardzo to lubił, a starsi często mu to robili. Nie był już takim małym chłopcem.
- Kiba - powtórzył i delikatnie ukłonił się.
- Dużo żeś nie urósł, Hideo. - Wstał na równe nogi, ale nadal obserwował chłopaka. - Za to spoważniałeś i stałeś się niemal klonem swojej matki. Masz taki sam wyraz twarzy.
- Czyli jaki? - zapytała ze złośliwą ciekawością.
- Chamowaty i wredny. Niedostępny.
- Moja mama jest miłym człowiekiem - oburzył się chłopak. Miał ochotę kopnąć szatyna za to, co powiedział.
- Grabisz sobie, Inuzuka - odstawiła siatki na kosz, aby podwinąć rękawy. Mężczyzna jednak podniósł do góry dłonie w akcie kapitulacji.
- Przecież dobrze wiesz, że masz takie odrzucające od siebie spojrzenie.
- Za chwilę cię zabije - zagroziła.
Kiba podszedł bliżej do Sory i postukał ją po głowie. W dziewczynie się zagotowało i w mgnieniu oka wymierzyła mu szybkiego haka na wątrobę. Szatyn zgiął się na chwile wpół, głęboko odetchnął, po czym zaczął się śmiać.
- Jak mnie zabijesz, to u kogo będziesz pracować? Hmm? - zapytał, powoli się prostując. Hideo zaczął klaskać w dłonie, na co Naoto się zaśmiała.
- Masz rację. Morderstwo może poczekać. Więc trzymałeś dla mnie tę robotę? - zabrała siatki z kosza.
- Za barem. Umiesz polać wódki, piwa i zrobić Krwawą Marry?
Mężczyzna otworzył drzwi z powrotem do baru. Przepuścił Sorę, Hideo i wszedł, zamykając za sobą drzwi. Zaprowadził ową dwójkę do swojej małej kanciapy, gdzie przesiadywał w ostatnim czasie niemal całe dnie. Pomieszczenie pomalowane na beżowo mieściło w sobie najważniejsze dla niego rzeczy. Po lewej stała mała, naprawdę minimalna kanapa. Obok na prostopadłej ścianie zawieszona była półka na książki, ale póki co widniały na niej tylko trzy egzemplarze starych lektur. Znając Kibę, nigdy nie przeczytał nawet jednej strony. Oprócz tego stało jeszcze metalowe biurko z laptopem na blacie.
- Mieszkałam cztery lata w Rosji, jeszcze pytasz?
W pomieszczeniu rozbrzmiał gromki śmiech. Hideo usiadł na niewielkiej czarnej kanapie. Odłożył zakupy na bok i bacznie przyglądał się dwójce dorosłych. Stwierdził, że mężczyzna mógłby być jego ojcem, ponieważ mają takie same włosy.  Jednak dobrze wiedział, że to nie on. Chociaż pamięta swojego rodziciela jak przez mgłę, wiedział, że rozpoznałby go. Wolał jednak, aby się on już nigdy nie pojawił w ich życiu.
- Rozumiem. Więc słuchaj swojego rozkładu. - Wyjął mały kalendarz z szuflady stalowego biurka. - Poniedziałek wolny, wtorek od czternastej do dwudziestej, środa wolna, czwartek od dwudziestej do północy, piątek zależy od klientów…
- Czyli?
- Będziesz pod telefonem. Po prostu nieraz jest masakra, a czasem pustki. Tak czy siak, robiłabyś wtedy od dwudziestej do pierwszej w nocy. Sobota, najgorsza, przez nią znienawidzisz tę robotę.
- Mów godziny - ponagliła, trzymając swój notatnik i długopis w ręku.
- Od osiemnastej do drugiej w nocy. A niedziela od szesnastej do dwudziestej.
- Dziwny rozkład godzin, naprawdę - stwierdziła, chowając notes do małego plecaczka, który ze sobą miała.
- Wiem, ale tylko w taki sposób mogę cię przyjąć - westchnął przepraszającym tonem.
- Rozumiem, spokojnie - uśmiechnęła się i poklepała swojego przyjaciela po ramieniu. - Tylko mam jeden mały problem.
- Chyba wiem jaki - spojrzał z łobuziarskim uśmiechem na Hideo. - Nie taki mały, bo zapewne waży około czterdziestu pięciu kilo i żyje już sześć lat.
Chłopak nie wytrzymał i kopnął Kibę w piszczel. Ten warknął i przeklną, łapiąc się za obolałe miejsce.
- Cała matka - jęknął. - Tak czy siak, domyśliłem się. Może przebywać tutaj, kiedy ty będziesz pracować. Jedynie w soboty będzie problem, bo wtedy czasem są bójki i już parę razy interweniowała policja, a chyba wiesz, kto jest naczelnikiem Yamashiny.
Obydwoje spochmurnieli i w tym samym momencie przerzucili swój wzrok na małego szatyna.
- Ale i to przemyślałem. Będzie wtedy mógł jechać do mojej mamy. Chętnie się nim zajmie, bo już z nią o tym rozmawiałem. Jest strasznie ciekawa jak Hideo wyrósł.
Sora rzuciła się na Kibę, zaczynając go ściskać. Poznali się w liceum, kiedy on był w ostatniej klasie, na jednym z meczów. Sora pomogła wtedy chłopakowi zagadać do jednej koleżanki z jej rocznika. Później gdy ta go rzuciła, pomagała Kibie się pozbierać. W bardzo krótkim czasie zbudowali naprawdę niesamowicie trwałą więź, której nawet rozłąka nie mogła zniszczyć.
- Spasibo.
- A tak poza tym… Czemu ścięłaś włosy?
  
***


- Więc jak się ma sytuacja?
Głos nieznoszący sprzeciwu. Dumny, ale ostrożny. Każde słowo, akcent, przecinek, wykrzyknik… Wszystko dokładnie przemyślane. Jakby ten ktoś spędzał godziny nad planem wypowiedzenia jednego zdania. Czasem można było się doszukiwać drugiego dna w zwykłym dzień dobry.
Oni byli tego wyuczeni. Często nawet i w rozmowach prywatnych robili to nieświadomie, a ludzie, którzy nie zdawali sobie z niczego sprawy, nagle milkli. Rozmowy, śmiechy były gwałtownie przerywane, ponieważ ktoś poprosił o cukier. Jednak wypowiedział to z takim akcentem, że wręcz grzechem by było, aby nie uczcić tej cudownej intonacji minutą ciszy i zadumy. To coś niezwykłego mroziło krew w żyłach, ale i zarazem wprawiało serce w szybszy ruch. Bo to wszystko było takie piękne, niespotykane dla normalnie żyjących ludzi.
Normalnie. Co za śmieszne słowo, które często nadużywane, właściwie nie ma jednolitej definicji. Niby czym ta normalność się objawia? Jeszcze pół wieku temu, kiedy mężczyzna zakochałby się w mężczyźnie, byłoby to nie do zaakceptowania, a już na pewno pojawiłaby się nietolerancja społeczna. Ludzie szeptaliby po kątach.
- To jest nieludzkie. Przeciw naturze. Nienormalne.
Teraz zaczyna być już normalne. Tak nagle. Nienormalne zmieniło się w normalne. To jakby białe zmieniło się w czarne. To jest dopiero nienormalne.
Więc kiedy nie masz w wieku tym i tym pracy, dzieci, rodziny, ani planów na życie, to wszyscy zaczynają mówić, żeś kurwa nienormalny. Jakiś psychiczny, bo przecież to jest ten czas, w którym powinieneś to wszystko mieć.
Och. Ludzie, wy idioci. Ograniczeni swoją normalnością nie sięgacie w życiu po nic większego. Zadowalacie się tymi samymi rzeczami co wszyscy i jesteście tacy… Szarzy. Wszyscy tacy sami, pędzący w tej samej rutynie życia.
Dla tej osoby, która właśnie tym niezwykłym akcentem zapytała jak się ma sytuacja, jesteście nienormalni. Jednak ta osoba, nigdy nie określiła was mianem normalnego lub nienormalnego, bo… Ma gdzieś to kim jesteście. Gdyby się przejmowała, bądź przejmował czy właśnie ma zlecenie na poczciwego człowieka, czy na jakiegoś psychola, to nie zarobiłaby (zarobił) pieniędzy. Liczą się jedynie pieniądze, które dostanie po waszej śmierci, która za pewne będzie jedyną nienormalną rzeczą w waszym życiu. I cóż wam z tego wszystkiego?
- Jest w szpitalu - krótka odpowiedz, która została bardzo szybko wypowiedziana.
- Cudownie. Jaki stan?
- Ciężki.
- Obserwuj dalej. Tak samo jak i zachowanie najbliższej rodziny.
Koniec połączenia.

***


- Stary, stary!
Jak on nienawidził jak ktoś do niego mówił “stary”. Miał ochotę przyjebać w twarz swojemu partnerowi. Niby rozmawiał z nim, komunikował się, czasem wypił z nim kawę, a nawet z parę razy byli na piwie. Za każdym razem jednak, kończyło się nieprzyjemnie. Utakata dopalał papierosa, spoglądał na niego z pogardą i odchodził.
Yagura był najprawdopodobniej najsprytniejszym człowiekiem jakiego znał, ale często zachowywał się jak dzieciak. Bardzo mało rzeczy go obchodziło, żył ponad stan i nic sobie z tego nie robił. Nawet jeżeli popełniał błędy, to zawsze jakimś cudem z nich wychodził bez szwanku. Poza tym, za przykład dobrego gliny to on nie robił. Oj nie. Nie raz ludzie zakładali mu sprawy o różne rzeczy. Nadużycie prawa, brutalność, ignorowanie niektórych spraw (bo według niego nie wymagały interwencji) i dużo by tego jeszcze wymieniać. Utakata przymykał na to oko na tyle, na ile mógł, bronił młodszego od siebie chłopaka na wszelkie sposoby, bo Yagura… Yagura był po prostu dla nich zbyt cenny. Czasem szatyn myślał, że to on bardziej się stara i martwi o jego posadę niż jego partner.
- Czego chcesz? - mruknął, zamykając pasjansa, w którego ostro pogrywał w pracy. - Znowu dałeś jakiemuś małolatowi w ryj, bo parsknął śmiechem, jak cię zobaczył?
- Nie, nie. Tym razem na patrolu było w porządku, ale nie zgadniesz kogo widziałem.
W mgnieniu oka walnął się na krześle stojącym przed biurkiem Utakaty i założył nogi na jego blat.
- Kurwa, nie przesadzaj - syknął. Yagura ze śmiechem ściągnął nogi.
- Sora Naoto, no nie? Kiedyś coś mi o niej wspominałeś. I o tej swojej małej wpadce w wieku dwudziestu jeden lat.
- Hideo - wywarczał.
- Tak, tak - machnął ręką. - Tak czy siak. Widziałem ich. Byli w sklepie i to na sto procent byli oni. Może będziesz miał szansę naprawić to, co popsułeś parę lat temu?



:)
edit. 30.08.16r.

4 komentarze:

  1. Och, podoba mi się Gaara, troskliwy, mściwy brat, na spółkę ze szwagrem. Będzie dym :D Niby na razie mało co powiedziane o Shikamaru i Temari, ale coś tak czuję, że to będzie dosyć ciekawe. I Gaara lubiący siostrzeńca, to urocze. Niby nie ma to tamto, groźny człowiek, a jednak ma słabość do dzieciaka.
    Coś Sora chyba nie radzi sobie z wychowaniem syna. Sprawia wrażenie silnej kobiety, więc nie podejrzewałabym ją o to, że nie jest w stanie zmusić go do poprawnego zachowania, a tu takie coś.
    Sposób wysławiania się Hideo jakoś średnio pasuje mi do siedmiolatka. Poza tym, piszesz, że siedmiolatek, a w zakładce ma jednak sześć lat, jak to jest? I 45 kg siedmiolatka? No bez przesady.
    Kurde, gdyby mnie jakieś dziecko po prostu kopnęło, to chyba wywaliłabym je na zewnątrz, no na litość boską.
    Jak na razie, Hideo mi baaaardzo nie przypadł do gustu, a Sora wygląda na taką, którą dzieciak rządzi. Jakbyś chciała pokazać, że mają taką super relację, ale zakrawa ona na nie do końca zdrową, jaka powinna miec miejsce między synem a matką.
    Na razie nie da się zbyt dużo tutaj powiedzieć, dopiero wprowadzasz we wszystko. Oczywiście ciekawe, kto zaatakował Temari i jak rozwinie się akcja Sora-Utakata. Yagura pretenduje chwilowo na najpaskudniejszego typa na blogu xD Aż dziw, że jeszcze go nie wywalili, kiedy zachowuje się tak, jak to napisałaś.
    Wybacz, że komentarz jest dosyć nieskładny, ale piszę go w miarę postępów w czytaniu, więc to, co mi akurat wpadnie do głowy przy określonym fragmencie. Tak, żeby niczego nie pominąć :D Nie gniewaj się też o takie czepianie się dzieciaka, ale działa mi na nerwy, póki co ;)
    Jeszcze kilka błędów, które wpadły mi w oko:
    Zauważyłam powtórzenie: „(...) odpowiedział w końcu. (...) w końcu odważył się spojrzeć na Gaarę.
    Zbędny przecinek przed „i zrobić to, co słuszne”.
    Przecinek po „Co więcej”.
    Niewyregulowane.
    Gdzieś tam jeszcze coś było, ale już nie wchodziłam głębiej, nie będę się wtrącać Twojej becie :)
    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo bardzo dziękuję za wyczerpujący komentarz i wytknięcie błędów. Naprawdę :3 Tak Hideo to trudny charakterek i w sumie nie do końca jest tak, że Sora sobie nie radzi. Generalnie to chcę przedstwić dość bardzo nieidealny świat, który niby według bohaterów działa bez zarzutów. Czy mi się uda. Nie wiem.
      O zrobiłam edycję, a jeszcze nie poprawiłam tamtych błędów. Zaraz się za to zabiorę xd
      Dziękuję.

      Usuń
  2. Wiem, że pewnie nie powinnam... Ale lubię Yagurę xD No cóż, takie zboczenie...
    A tak całkiem poważnie, to już mi się podoba i mam nadzieję, że niedługo pojawi się jakieś two, czy inne zwei...
    W dodatku nie wyłapałam zbyt wielu błędów (składniowych, gramatycznych czy logicznych, bo jakiś tam błąd interpunkcyjny chyba mi śmignął, ale one jakoś mniej mnie rażą), co Ci się bardzo chwali! Moja dusza cierpi, gdy widzę dobre opowiadanie z błędami... No, jak jest chujowe, to inna bajka, ale Twoje jest świetne, więc nie ma się co czepiać :3
    A odnośnie samej tematyki jeszcze, to jestem bardzo ciekawa jak się rozwinie sprawa z Temari i tym tajemniczym telefonem, bo o ile dobrze zrozumiałam, to jest dość ściśle powiązane...
    No i muszę Ci się do czegoś przyznać... Zazdro mnie ogarło, kolokwialnie mówiąc :/ Próbowałam kiedyś pisać coś w takim bardziej poważnym stylu, lekko mrocznym klimacie, z dość realnymi bohaterami i wydarzeniami. Dwa razy próbowałam i dwa razy wyszła z tego ogromna kupa z domieszką gówna, fu. Tak więc, zostałam przy bardziej luźno-komediowym stylu, ale wciąż ciut zazdroszczę ludziom, którzy potrafią pisać tak jak Ty.
    Podziwiam i pozdrawiam
    ~Ahiru

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ♥ ♥ ♥
      Ja też bardzo lubię Yagurę i tego w anime i tego tutaj xd
      Aż takie świetne to może nie, ale staram się jak mogę. Dostojewskim ani Mickiewiczem nie jestem, ale... xd
      ja a to kompletnie nie umiem pisać nic śmiesznego, lekkiego. Zawsze musi być mroczno, źle i często dramatycznie. To okropne ;/
      Dziękuję, mam nadzieję, że wrócisz :3

      Usuń

Szablon wykonany przez Eveline Dee z Panda Graphics