2016/08/04

zero

- Tak, wszystko załatwiłem… Zgadza się - westchnął. - Jeszcze nie, ale… Daj mi skończyć! - długa pauza, mężczyzna słuchał oskarżeń i obelg rzucanych pod jego adres. - Już? Posłuchaj mnie, plan jest już gotowy, jutro tam jadę i wszystko załatwię, możesz chociaż raz zaufać mi, przynajmniej połowicznie, albo udawać - warknął. - Twoja stała gadka…
- Gaa… To znaczy, panie Sabaku... - upomniała się, widząc, że mężczyzna prowadzi z kimś zaciekłą rozmowę przez telefon. Wtargnęła do pokoju jak do siebie, ale zawsze to robiła. Ona mogła i tylko ona. Ktoś inny już dawno by wyleciał na zbity pysk, gdyby odważył się wejść do jego gabinetu, nie pukając. Słysząc wściekły ton czerwonowłosego, domyśliła się z kim może prowadzić rozmowę.
- Muszę kończyć, tatko. Wypoczywaj spokojnie na swoim urlopie i pozdrów serdecznie Kankuro - rozłączył się, nie czekając na słowa Rasy, swego ojca.
- Chodzi o ten nowy projekt i konflikt z…
- Matsuri, chociaż ty mnie nie denerwuj - burknął, siadając na kanapie. Podniósł z małego białego stoliczka szklankę wody i wypił ją na raz. Dziewczyna lekko speszona zamilkła, zapominając, że przyszła tu w konkretnej sprawie.
- Tak, więc… Co tam chciałaś? - zapytał w końcu, mierząc ją wzrokiem. Miała piękne czarne oczy.
- Masz dzisiaj siedmiu klientów na Yamashina. Z pierwszą jesteś umówiony za pół godziny, a nazywa się…
- Matsuri - przerwał jej kolejny raz, ale nie ruszało ją to. Znała go od dziesięciu lat, a od czterech lat pracowała jako jego asystentka. I niestety przed samą sobą z żałością przyznawała, że mało było rzeczy, które w nim jej się nie podobały. - Dziś pojedziesz tam za mnie. Ja muszę załatwić wszystkie inne sprawy, aby mój ojciec wypoczywał w spokoju. Jesteś moja asystentką od czterech lat, więc myślę, że sobie poradzisz.


***


- Mamo, to nie tutaj kiedyś mieszkaliśmy - poskarżył się siedmioletni chłopczyk. Zrobił oburzoną minę i spojrzał wrogo na kobietę z pięknymi czarnymi oczami. Ta jedynie delikatnie się uśmiechnęła, chociaż wyszedł jej bardziej jakiś durny grymas niż uśmiech. Szatyn spojrzał zaraz na mamę, ale tym razem zrobił minę zbitego psa. Ta jedynie westchnęła.
- Nie możemy wrócić do tamtego mieszkania, Hideo. Tutaj jest naprawdę ładnie, będziesz miał swój własny pokój. - próbowała go przekonać. Chłopak miał to samo przeszywające spojrzenie co ona, które zniechęcało do siebie ludzi. Kochała go najmocniej na świecie. To dla niego opuściła Kioto cztery lata temu. Teraz miała jedynie nadzieję, że minęło na tyle dużo czasu, że będzie mogła znów spokojnie tutaj mieszkać. Była zdziwiona, że chłopak pamięta stare miejsce.
- Mieszkanie naprawdę mi się podoba. Jest małe, ale dla naszej dwójki wystarczające - uśmiechnęła się do swojego dziecka, które w tym samym momencie złapało ją za rękę. - Poza tym, jest bardzo przytulne.
- Tak, ten model mieszkań jest bardzo chwalony. Zaraz po apartamentach, są najbardziej oblegane - wyrecytowała typowym handlowym głosikiem, gestykulując przy tym rękoma. Gdy skończyła, założyła kosmyk brązowych, krótkich włosów za ucho. Sorze kącik ust podszedł do góry, tworząc trochę ironiczny wyraz twarzy. Dobrze znała te handlowe triki, które ponoć zawsze działają. Rozbawiła ją tylko ostatnia czynność kobiety, która wykorzystała ten chwyt na nieodpowiednią osobę. Bowiem Sora nie była przedstawicielem płci brzydkiej.
- Nie wątpię. Rozumiem, że kwestia czynszu się nie zmieniła? - zapytała z błyskiem w oku. Zaczęła mierzwić brązowe włosy swojego dziecka.
- Nie. Wszystko zostaje tak, jak wcześniej z panią to ustalałam.
- Możemy podpisać umowę.


***


- Oddzwaniam tylko dlatego, żeby cię opierdolić - warknął, kiedy wyszedł z gabinetu, w którym właśnie odbywała się bardzo ważna rozmowa dla przyszłości firmy jego ojca. Z początku ignorował wibrujący telefon w kieszeni, ale kiedy ten zadzwonił po raz dziesiąty, przeprosił kulturalnie swego rozmówcę i wyszedł.
- Gaara, chodzi o Temari…
Głos Shikamaru łamał się, a on sam już przeczuwał najgorsze. Oparł się plecami o ścianę i czekał na jeden wielki zastrzyk z bólu, cierpienia i niedowierzania.
- Mów - ponaglił go jeszcze bardziej zdenerwowanym głosem. Tym razem to nie było warczenie, a suchy, oziębły ton.
- Jest w szpitalu… - chłopak niemal płakał. - Pobita… - pociągnął nosem. - Jej stan jest zły, Gaara.

Chociaż najgorszego nie usłyszał, zatkało go. Zabolało jeszcze bardziej to, że spodziewał się ataku na jego rodzinę, wiedział że prędzej czy później to się stanie. Nic jednak z tym nie zrobił przez swoją pychę. Za bardzo wierzył w swoją osobę i w to, że nad wszystkim panuje.



` hi. :3

4 komentarze:

  1. Świetnie zaczęłaś całą historię. Od razu przedstawiłaś nie tylko kilka postaci, ale także zdradziłaś trochę informacji na temat relacji pomiędzy nimi. Podoba mi się bardzo osobowość Gaary, bo jest kanoniczny a jednocześnie wiarygodny w kontekście świata realnego, bo odrobinę zmodyfikowałaś mu charakter. Za to należą Ci się brawa bo to niełatwa sztuka prowadzić postać w taki sposób ^^ Pokładam w Tobie duże nadzieje moja droga :>
    Dodaję do linków na DeMarbre i, oczywiście, będę czekać na kolejne rozdziały. Spodziewaj się mnie 14 sierpnia! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, Gaara jest nieco zmodyfikowany w tym moim opowiadanku.
      Dziekuję i mam nadzieję, że jeszcze cię tu ujrzę :3

      Usuń
  2. Och, czyli tym razem Gaara w miarę miły dla ojca, a nawet prowadzi jego firmę? Zaskoczenie, nie powiem. Ciekawa jestem, która kreacja przypadnie mi bardziej do gustu, zobaczymy.
    Nie da się za dużo powiedzieć o tym wstępie, ale nie wybaczę Ci chyba nigdy, że zrezygnowałaś z mojego ulubionego pairingu :( Chociaż plus za Shikamaru i Temari.
    Zżera mnie ciekawość, kim jest ojciec dziecka Sory.
    Czekam z niecierpliwością na następną część.
    Pozdrawiam!
    P.S. Dzisiaj jest 14 sierpnia. Gdzie pierwsza część? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to umiem spóźnić się z odpowiadaniem na komentarz XD

      Usuń

Szablon wykonany przez Eveline Dee z Panda Graphics